Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   58
                                    

Marcin "martin" Traczyk
Paweł"Veeroos" Kuryło
Wacław "DRIZIT" Beck


W świecie pozbawionym wszelkich ideałów, w którym możliwość zakupienia piwa ma nawet trzylatek, a na podryw najlepsza jest praca w zinie, dwóch samotnych wojowników podejmuje wyzwanie, jakie stawia przed nimi rzeczywistość. Stanąwszy ramię w ramię, uzbrojeni jedynie w piłę łańcuchową "Zuzię" i rakietnicę "Melpomenę" wyruszają w najdziksze rejony Internetu w celu naprawy świata, chcąc zaprowadzić pokój wieczny, chronić dzieci przed głodem, by głosić Słowo Boże (w tym odcinku pojawi się również czołg Brunchilda)...





ROZDZIAŁ XI

I tak oto nadeszła wiosna, zimno i śnieg. Zima zawsze jest niczym przy wiośnie. Tak też jest i w internetowych borach, w których to nasza historia ma miejsce. Jednak w tych oto lochach nie ma pięknych drzew. Gdy się jednak tutaj przyglądam to nie są to już lochy. Gdy ostatni raz widzieliśmy naszych dzielnych bohaterów zostali oni uwięzieni przez straszliwie perwersyjnych miłośników szachów. Na szczęście pojawiła się tajemnicza postać, która ich uratowała. Jednak cóż to za dziwna postać o nienagannej postawie i wojennej bliźnie na piersi? Ależ to przecież Wielki Mistrz Gildii – Drizit himself! No tego to nawet ja bym się nie spodziewał... Wracając do lochów.
Właściwie nie jesteśmy już w lochach. Oto przestronne komnaty największego pałacu Gildii – Sikretialu, pełne nowoczesnych komputerów, czerwonych dywanów i rozgrzanych do czerwoności sekretarek. Nasi bohaterowie, nareszcie rozkuci, stoją teraz przed obliczem Mistrza Gildii.

Drizit: Mam was cwele! Hehehe... To znaczy chciałem powiedzieć... Witajcie! Jesteście uratowani! ... Co tak stoicie? Dziękować mi!
martin: No tak, my mu córkę chcemy przele... uratować, to on zaraz musi nas więzić... Stary, przecież opuściliśmy Gildię!
Veeroos: Ah, te jego zamiłowania do łańcuchów... Nic się nie zmieniłeś, Drizio! Co tam słychać u jaszczurki Leokadii?
D: Witajcie w moim zapyziałym kurestwie... Veeroos’ku, ty też nadal się nie golisz pod pachami? Kuupę lat... tfe jak śmierdzi... Leokadia? Zaraz przyjdzie... Leo, chodź tu... skarbeńku!
m: Hmm, ale po co owijałeś te łańcuchy różowym misiem, to sadyzm!... O Leokadia, czy ona nadal gryziEEEEEAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
D: Owijam sobie tym co chcę. Ostatnio owinąłem Leokadię. Od tego czasu biedna cierpi na paniczny bezdech chroniczny.
V: A kysz, cholero jedna! (PLASK!!!) ... O żesz, chyba coś przydeptałem...
m: Ojej, oko jej wypłynęło... Driz, a dalej masz tę kolekcję gumowych... mieczy?
D: Ty nie zmieniaj tematu!!! Uszkodziliście moją małą Leokadię!!! Zaczynam żałować, że nie dałem tym perwersyjnym szachistom, żeby was zgwałcili, wy szuje!!!
m: Ta? To Veeroos zrobił, ja tylko wbiłem w nią widelec...
D: Mam jeszcze „pińcet” takich. Pomijam to, że nigdy nie lubiłem tego krokodyla koloru kozich wymiocin.... Zapraszam bliżej.
m: A po co ci ten... Ojej, ja się wstydzę...
D: Martin, co się stało Veeroos’kowi? ... On... Tak milczy.
m: Czemu on się nie rusza? Co mu zrobiłeś??!! Ty zawsze musiałeś być taki!!! Ktoś ci krokodyla zamieni w szmatkę do kurzu to od razu mu robisz coś takiego!
V: Hę? ... Wybaczcie, ale ta zakonnica tak na mnie patrzyła...
D: Martin, nie mów do mnie takim tonem! Nie zapominaj, że stąpasz po świętej ziemi Sikretialu!!!
V: Już nie takiej świętej... Z takimi zakonnicami...
D: Jakimi zakonnicami??? Nie pij tyle kwasu solnego!!! Tu nie ma żadnych zakonnic! To moje... Sprzątaczki!
m: Ten marmur z promocji w Tesco nazywasz świętą ziemią? Przecież wiem, że ty specjalnie dałeś tu wszystko na czerwono... Ponoć Gildia dorabia na boku...
D: Był w promocji po 1,99 za metr kwadratowy.
V: Jak możecie rozmawiać o zbezczeszczonych zakonnicach na posadach sprzątaczek i tanim marmurze, kiedy biedna Drizelda siedzi i płacze biedaczka za rodzinnym domem!
D: Pieprzy... Olać sprzątaczki!!! Zapraszam na obiadek! Przysmak szefa!!! ... Właśnie.... Chlip, moja biedna córka z nieprawego łoża... Chlip.
m: A co to za przysmak? Ja nie jem niczego co ma mniej niż tydzień! ... Drizelda? A tak, potem o niej pomówimy, idziemy jeść!
V: Przysmak szefa, czyli co? Zaczynam się bać...
D: Chodźmy coś zjeść i porozmawiać o jej parszywym jak kartofle losie... Przysmak szefa? Hehehe!
m: A czy on kiedyś spróbował tego... Czegoś? Bo to zielone wygląda jak... Hmm.... A może... (zaczyna jeść) Mmmmmmmmm!
V: A kim jest ten szef tak w ogóle? Bo ja tu widzę jakieś końskie... Ekhm...
D: To zielone to według starej receptury, pozostawionej na ziemskim padole, jeszcze w czasach, kiedy ON chodził po ziemi! Potrawka ze zgniłego Secreta z dodatkiem odnóg miesiączkującego pająka wielkousznego, a szef... To... Eeeeeeeee... Tam, tam, dub, bum, bęc... JA , a tak dokładniej moja mamusia...
V: To martinowi się spodoba... Ja poproszę frytki!

Nasi dzielni bohaterowie (i Drizit himself) znajdowali się teraz w przestronnej jadalni Sikretialu, konwersacja trwała w leniwym, wiosennym tonie.

m: ON? To ON tu był? Przecież gdzie ON stąpał ziemia stawała się święta a nagie kobiety przylepiały się do... butów! Ja poproszę dokładkę... z frytkami!
V: A kim był ten ON? Bo mam chyba jakieś zaległości z historii...
D: Ano przyklejały się... Hehe, mam jeszcze trochę na butach, chcesz?
m: Dzięki, to zielone mi wystarczy... ON to był... Aż boję się mówić...
D: ON... ON... To wielki Mariprzez Wilkogłowy, zwany także Ojcem wszystkiego!!!
V: Aha... Bo myślałem, że chodzi wam o Ojca Napleta, ale to chyba nie ta bajka...
m: I to ON opatentował... No wiesz... Ten fast-food Drive In, co ostatnio te laski nam las...
D: Nieee... Jego to jest ta knajpa we Wrocławiańcu Podmorskim, gdzie Bistro Parisien otwarli. Tam to dopiero lody kręcą!
m: Ale drodzy moim towarzysze, radźmy co z ratowaniem Drizeldy począć, gdyż kraj nasz w potrzebie (bueerk!) ... To zielone jest naprawdę smaczne!
D: Właśnie!!! Na koń!!!
m: Ma ktoś barmankę? Yyy, tzn. chlebek z czosnkiem?

I tak oto wyruszyli na koniach (każdy na swoim) przemierzając kolejne zakamarki Sikretialu.

V: Buerk... Musze do toalety...... Nie, nie, nie, Driz’! Nie musisz iść ze mną!
m: On to lubi, może ma opory, ale idź z nim.
D: Gdzie moja barmanka??!! Miała mi przynieść chleb z czosnkiem!!! ... Już idę Veeroos, pokażę ci jak się spuszcza... wodę.
m: A przyniósł ten gruby facet, on nawet nie ma pier... nie ma doświadczenia!
V: No dobra Driz’... Tylko delikatnie!
m: Panowie, tylko się nie utopcie przy tym spuszczaniu!
D: Chodź za mną Veeroos.
m: Uważajcie! Za pierwszym razem boli!
V: Dobra, tylko jak coś to pilnuj się! Melpomena czuwa!
D: (idą) Uważaj, tutaj zaczynają się schody!
V: Gdzie?
m: (JEB!) Mogłeś nie gasić światła... Wiem, że trzymasz Veeroos’a, ale mnie nikt nie trzyma!
V: Strasznie tu ciemno... martin, a ty tu po co? Wracaj do kuchni!
m: We trzech raźniej...
D: Bo to jest ciemnia, tu wywołujemy zdjęcia z nocnych bib!!! Schodów jest... Jest ich 96!!!
m: 96 i idą w dóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóół (pierdut!)
V: No to idziemy... Jeden schodek... Drugi schodek... (LUP!!!) AJ! Trzeciego schodka nie ma! (spada) RAAAAAATUUUUUUUUNKUUUUUUUUUU!!!
D: Veeroos!!! Łap się poręczy!!! ... Trzymasz?
m: Ta... A ja się zabiłem i nikt mnie nie widzi... Chlip...
D: Cicho tam zwłoki.
V: AAAAAAaaaaaa (JEB!) ... O rety! Gdzie ja jestem? Jakiś podziemny dworzec kolejowy! Chodźcie tu, tylko ostrożnie, znalazłem jakąś skrzynię!
m: To nie skrzynia to moja... Ała! ... Kieszeń!!!
V: (otwiera skrzynię/kieszeń) ... BOOOOOOOOOM!!!
m: O nie! Flaki! Wszędzie flaki!! To rzeźnia!!!
D: To, to, to... Nieeee!!!
m: Czy to...
D: Uwolniłeś ducha CZERWONEGO!!!!!!
V: Nie chcę nic mówic, ale... chyba po tej eksplozji 2/4 Gildii nadaje się do remontu...
m: AAAAAAAAAAAAAAA CZERWONY!!!!!! On jest...... Czerwony!!!
D: Serio? Co ty nie powiesz?
m: Nie wiem... Nie wziąłem okularów... Tak mi się wydaje.
V: Czemu tak krzyczycie, qrwa!!! To chyba dobrze, że go uwolniłem, nie? Co w tym złego? Ludziom trzeba pomagać, a co z duchami? Rządam równouprawnienia duchów!!!
D: I ty jeszcze pytasz??? Uwolniłeś ducha czerwonego... To, to.... To gorsze niż KASZANKA!!!!!!
V: No mówiłem, że mam braki z historii...
m: Veeroos uciekaj! On jest za tobą!!!
V: AAAAAAAAAAAAA!!! Zaraz się nim zajmę... Melpomena! ATAAAAAAAAAK!!!!!!
Melpomena: BOOOOOOOMM!!!
m: Zuziu tnij!!!
D: Wyjmuję Brunchildę!!!!
Zuzia: Wruuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuum!!! (tnie)
Brunchilda: JEB! JEB!! JEB!!! (strzela)

I tak trzech kompanów podjęło walkę z CZERWONYM. Była to walka trudna, a wszędzie zrobiło się... czerwono.

V: O żesz... Nie chcę nic mówić, ale... Driz, przepraszam za Gildie... Zbuduję ci nową....
D: Aaaaaaaaaaa!!! Moja ręka!!!
m: Czołgi na lewe skrzydło!!!
V: Ała!!! AŁA!!! Nie we mnie!!!
m: NIEMCY IDĄ!!!
D: AAAAAA!!! Ujebaliście mi rękę!!! ... Do schronu!!!
m: AAAAAAAAAAAAAAAA!!! Przecież to emeryci z Niemiec!!! Ci od Bingo!!!
D: Za mną!!! Do piwnicy!!!
V: Uspokójcie się!!! Czy nie widzicie, że CZERWONY gdzieś się ulotnił?
m: Szybko! Wsiądźmy do pociągu!!!
D: Szybko!!! Biegnijcie za mną!
SONG: Wsiąść do pociągu byle jakiego...
D: AAAAAAaaaaaaa.... Nie! To wagon do nikąd!
V: Święty Denaturianie, z kim ja muszę pracować...
D: On jedzie do kąś!!!
m: O nie! Rysiek Rynkowski tu jest!!!
D: I Kayah!!! AAAAAAAA!!! Rysiek śpiewa głosem Kayah!!! ... Za mną! Błagam, nic nie mówcie!!!
m: Ale to nie Kayah to... Kaja Paschalska w bikini!!!! POMOCY!!!!
V: No dobra... W końcu ty tu Driz jesteś szefem.... Biegniemy!
D: (przybiegli) Zamykam drzwi! Veeroos, zarygluj je! Może być twoją ręką, albo nie... Wsadź w tę dziurkę swojego małego, powinno zadziałać.
m: Przepraszam, to jest perwersyjne... W dodatku nikt nie zapalił światła!
V: Driz', nie pasuje! Martin, może ty jednak wlożysz? Twój chyba jest mniejszy.
m: O przepraszam! To było dawno! Od tego czasu podrosłem...
D: Ale on nie podrósł.
V: Dobra, pchnę w takim razie z całych sił.
D: Veeroos, nie tutaj!!! ... AAAAAAAAA! AAA! AAA!! AAA!! Aa... Uuu Veeroos... aaaAAA!!! Uhhh... Ach! Ach!! Ach!!!
V: Zamknij sie Driz!!! ... martin tu jest...... Ok, drzwi zaryglowane! Dobra, słuchajcie, skoro jesteśmy w piwnicy, to gdzieś tu powinno byś jakieś światło, nie?
D: Nieee. Chlip... Tu są tylko świece i to zepsute...
m: Ja wiem nawet gdzie, ale obraziłem się na was! Ja i mój wcale nie mały...
V: Driz, to twoje skąpstwo zawsze było irytujące...
D: To wszystko przez nią... (zaczyna płakać)
m: Hehe, ale jak tu jeszcze pracowałem to podłączyłem tu wszędzie prąd bez wiedzy Driza.
. V: Martin, serio nie mały? hm...... no rzeczywiście... To gdzie to światło?
D: Wcale nie martin... To ona... Ta Drizelda... Niech ją koń przeleci! BUUUUUU!!! To wszystko jej wina!!!
m: Driz nie płacz, ona też wiedziała o tym świetle, bo podłączała tu swój wibra... telefon do ładowania.
V: No tak... Zawsze miała pociąg do elektroniki... To przez te rachunki nie ma światła, tak?
m: Ale kable są, zróbmy coś z kabli!
D: Bo dzwoniła na audiotele... Powieśmy się!!!!
m: Sprzedamy je na złom i zapłacimy rachunki!
V: Kable na złom... Ty się dobrze czujesz? Już lepiej te blachy, co tam w rogu leżą...
m: Przecież kable są z metalu! Wszystko jest z metalu, nawet twoja płytka w głowie!
D: Przecież te kable są w betonowej oprawie!
m: Beton? A od czego mamy zęby?
D: Zęby mamy od... Właśnie! Veeroos, chciałeś do WC? ... No nie lej mi tu!!! Feeeeeee...
V: Martin, twój mały tez jest z metalu? To dlatego coś mnie zawsze przez sen uwiera...
m: Stary, przecież ty zawsze śpisz tylko ze swoim misiem... FEEEEEEEEEEE!
V: No właśnie misiu... No co chcecie... Od starcia z CZERWONYM cały czas trzymałem! Ileż można?
D: Ej, geje! ... Veeroos, idź się przebrać!
m: Można Veeroos, a już na pewno nie na ten pomnik ku chwale Driza!
V: Dobra tam... O, tam po lewej leży jakiś kościotrup w czarnym habicie! Heh, chyba mamy nawet ten sam rozmiar...
m: Przecież kościotrupy nie mają... ubrań! Mają tylko kości!
D: Kości to ich ubrania, tak jak włosy to twój mózg, czaisz?
V: Zaraz... Czarny strój... Kościotrup... Kaptur... Przecież to SMIERĆ!!! ... Śmierć po nas przyszła! RATUJMY SIĘ!!!!
m: A ma kosę? ... Driz! Przecież ja jestem łysy!
V: AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
m: Spoko Veeroos, ta śmierć nie żyje, to jakaś stara wersja.
D: Ej, możecie mi powiedzieć co z moja Drizeldą?
V: Hm... Masz racje... Na miednicy widnieje napis 0.7 Beta...
m: Ach, pamiętam jak dawałem jej... korepetycje... i to po kilka razy pod rząd!
V: Drizelda żyje i ma się dobrze... chyba. Byliśmy już prawie u celu, tylko coś nas zatrzymało...
m: No.... i było bardzo niezaspokojone!
D: Ja chcę moją pierworodną!!! Oddajcie ją zboczeńcy! To wy! Wy ją porwaliście! Widzę to w tych waszych świńskich ślepiach!!!
V: Driz, nie desperuj! ... martin, pamiętaj, od dzisiaj koniec z Niezaspokojonymi Lasami i sieciami barów Drive In! ... Słuchajcie... Nie wiem czy wiecie, ale...
m: Driz, odłóż to coś dziwnego... Ojej czy to....
D: Ale co, Veeroos? Posikałeś się znowu?
m: To starożytne berło teleportacji??? Dzięki niemu przeniesiemy się tam gdzie jest Drizelda!!!
D: Tak!!! To ząb Drizeldy!
V: Nie pijcie więcej. Hmmm, zaraz... Śmierć z naszych czasów jest w wersji 1.0, a tu mamy 0.7 Beta... Czyżby CZERWONY przeniósł nas w przeszłość?!
m: A która godzina?
V: U mnie 7:24, a u was?
D: U mnie 20:46.
m: U mnie trzy kwadranse po dobranocce czyli 12:37... A macie wskazówki na rok?
D: Ja mam 2067.
V: Ej... CZERWONY rozdzielił nas w czasowej pętli!!!
D: U was tez jest Krecik???
m: Veeroos, twoja wypowiedź jest bardzo zapętlona...
D: Jeeeee! Krecik!! Hura!!!
m: O Smerfy, jak ja je lubię...
SONG: Hej dzieci jeśli chcecie....
D: Zobaczyc... Ejjjj! Idioto, to Gumisie! Tołdi, mój podnóżku!
m: Gumisie nie są niebieskie! A Tołdi jest wyższy!
V: A u mnie Playboy... No nie rozumiecie, czas dla każdego z nas płynie inaczej, trzeba cos z tym zrobić!
D: Ja proponuje małą synchronizację zegarków!
m: No... Nastawmy na Playboya.
V: Słusznie...
D: A ja chcę Krecika! W wersji hard, dla dzieci po 21 roku życia!
m: Krecika? To już zboczenie na max... Tam Krecik mówi "kuhfa"!
V: Jaką mieliśmy wczoraj datę?
D: Hmmm... Ja miałem 45 listoczerwca 240034 roku.
m: A u mnie był wtorek.
V: A kiedy zniknęła Drizelda?
D: Inaczej mówiąc 456 rok, 34 godzina i 34 sekunda po porwaniu Drizeldy.
m: Chyba gdzieś w 47473959593 koło 7.30 rano.
V: Eh... Słuchajcie, nastawmy zegarki na dzień przed porwaniem Drizeldy, zobaczymy co się stanie...
D: Może ciebie porwą? Właśnie! Przebierzemy cię w stanik Drizeldy i porwą ciebie zamiast jej!
m: Teleportujmy się do telewizora... do Playboya...
V: Może nas przeniesie do tego czasu i będziemy mogli zapobiec porwaniu!
m: A może przenieśmy się do czasu narodzin Akszyna i kopnijmy go w głowę, może wtedy zmądrzeje!
V: Najlepiej od razu go zabić, w każdym bądź razie to świetny pomysł, martin!
D: Veeroos! Ubieraj stanik!
V: Driz, ja nie chce!
m: Driz, nie wszyscy podzielają twoje skłonności...
V: Zaraz, Akszyn narodził się gdzieś w 96 roku, a dokładnie?
D: Ubieraj, potem stringi! Nie rozumiesz martinusie! Dzięki temu porwą Veeroosa zamiast Drizeldy, bo tak naprawdę chodziło im o jej majtki!
V: Driz, ale lepiej załatwić samego Akszyna, tak jak martin mówi... Ustawmy zegarki na dzień jego narodzin!
D: Ale ja będę kopał!
m: A może wszyscy kupimy sobie spadochrony i spadniemy Akszynowi na głowę?
V: To się potem ustali, ustawiamy zegarki!
D: 3...... 2...... 1......
m: A gdzie moje majtki?
D: Jak to się przestawia? ... martin, na głowie Veeroosa.
V: Trzymaj martin.
m: A to dobrze, to na którą ustawiamy? ... Veeroos, do twarzy ci w tych majtkach!
V: Nastawiamy na dzień narodzin Akszyna! I dzięki, ta twoja prezerwatywa na nosie też jest całkiem twarzowa.
m: Truskawkowa... Połamiemy Akszynowi te CeDeki na twarzy!
V: I te na biuście też!... Dobra, ja już ustawiłem, teraz Wy!
m: No ja też już stoję, tylko Driz jakoś sflaczał.
V: Driz daj pomogę ci, bo masz problemy z tym ustawieniem...
D: Aaaaaaaaa! To boli!!!
m: Veeroos, jedną ręką starczy!
V: Jeszcze momencik!
D: AAAAAAAAAAAA!!! ... yessSSssSSssSSssSSss!!!
V: Ok, jest!
D: Mam!
m: Nastawiłeś, ale teraz chyba trzeba i mnie....
D: Ok, sprawdzam! Którą macie godzinę? Ja 23:85.
m: Ja mam 65:03.
D: Kurde, znowu coś nie tak...
V: A kiedy on się urodził? Rano?
D: Tak, rano o 21:24...
V: To chyba wieczór... Ustawmy na 10.
m: A może jakoś przed obiadem.
V: No to na 21.
m: Dajmy na rano, może zdążymy jeszcze coś zjeść.
D: Na dziewiątą przed kolacją czy po obiedzie?
m: W środku podwieczorka.
V: Driz, przed kolacja... martin, przed kolacją mówię!
m: Podwieczorek!
V: Niepełnoletni jesteś, wiec nie dyskutuj ze zdaniem starszych!
D: A może po drugim śniadaniu?
m: Starzy muszą odejść!!!
V: To może qrwa na deser jeszcze ustawimy, co?! Dajcie spokój...
m: Nastawmy się na poranną kawę!
V: Ok, czyli 6 rano.
D: Ja wstaje o 5:30, a kawę piję o 5:43.
V: Słyszycie? ... CZERWONY się zbliża! Nastawiajmy te zegarki, bo oprócz czasu rozdzieli nas jeszcze w przestrzeni!
m: Ja wstaję o 12...
D: No już!
V: 6 rano, szybko!
m: A kawy nie pijam w ogóle...
D: Aaaaaaaaaaaa... BUUUUUUUUUM!!! (przeniósł się)
m: O. CZERWONY! Dzień dobry.
V: Nastaw zegarek idioto!
D: (już przeniesiony) gdzie ja jestem?! Mamo... Tu są same pawiany!
V: BUUUUUUUUUM!!! (przeniósł się)
m: BUUUUUUUUUM!!! (przeniósł się)
D: AAAAAAAAAAA!!! ... Pawiany! Ratunku!!!
m: Ojej wujek... Cześć wujku, nie spodziewałem się tu ciebie, dalej jesteś w rządzie?
V: Jestem w jeziorze! Ja nie umiem pływać! RATUJCIE MNIE!
m: Ale to jest słone jezioro, sama sól!

Jezioro, sól, pawiany, rząd, a gdzie Drizelda? Jedno wielkie zamieszanie, a na dodatek czołg Brunchilda przejechała kota mojego sąsiada (samego sąsiada też ale kota szkoda). Ja tu nic nie rozumiem, nie komentuję, mam dość...

CDN.


Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   58