Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   61
                                        

Patryk "Paweł Romanowicz" Stanik


Przyszło mi zrecenzować film, który jak żaden inny zatrząsł światkiem hollywoodzkim i nie tylko. Film, którego jeśli nie wszyscy widzieli (w Polsce już ponad milion osób, wynik prawie lekturowy), to na pewno ogromna większość słyszała o nim. Film, który zarabia krocie za (na amerykańskie standardy) psie pieniądze. Film ten to oczywiście "Pasja" Gibsona.



ZŁO
Jako się rzekło na wstępie, o "Pasji" słyszał prawie każdy, z obowiązku zatem przypominam, że produkcja ta opowiada o ostatnich godzinach życia Jezusa Chrystusa, którego chyba przedstawiać nie trzeba ? Naokół filmu narosło tyleż samo legend, co pieniędzy. Ponoć Gibson nosił się ze stworzeniem takiego dzieła przez lata, teraz w końcu miał okazję - to jest jego argument na jeden z zarzucanych mu czynów, czyli fałszywe udawanie głębokiej religijności, pod którą kryje się cynizm i żądza pieniądze. Gibson odpowiada, że mógłby nie wziąć za film choćby dolara, co nie zmienia faktu, że jego film jest najlepiej zarabiającym filmem ostatnich lat. Jeszcze nie dogonił potężnej dwójki, czyli cykli o Harrym Potterze i o Frodo Bagginsie, jednak porównując ilość zainwestowanych pieniędzy i zarobionych już poprzednie potęgi czują oddech Gibsona na swych piżmowych karkach. W tym względzie dziwi tylko głupia zabawa z produktami mającymi przypomnieć (czytaj: napełnić kiesę) film. Jeśli potrafię zrozumieć kubki z cytatami aramejskimi i łacińskimi pochodzącymi z filmu - w Ameryce film bez takich dupereli zostałby zmiażdżony przez "pełnotłuszczystą", amerykańską widownię - o tyle czuję zgorszenie (jeśli mowa o producentach) i grubymi nićmi szytą dozę ironii (jeśli mowa o kupcach) jeśli mowa o kopiach gwoździ, jakimi na filmie przybito Jezusa do krzyża. Jeżeli Mel chciał zrobić naprawdę poważny film, winien nie dawać licencji na tak idiotyczne zabawki.

Jezus na krzyżu

Innym, jeszcze bardziej zarzucanym Gibsonowi i jeszcze sławniejszym argumentem przeciw filmowi jest antysemityzm. To mityczne słowo, którego nadużywają już wszyscy, a prawie nikt nie wie, co oznacza, było świetną bronią przeciwko własnym wrogom. Wystarczy nazwać kogoś antysemitą podczas krojenia ogórka, a znajdą się odpowiedni ludzie z Narodu Wybranego, którzy dowiodą zupełnie na poważnie, że krojenie ogórka jest wielkim antysemizmem. Najbardziej cieszy fakt, gdy każda osoba, która nie widziała filmu a pyta mnie o zdanie o nim, w pierwszym zdaniu przytacza tenże właśnie pozorny antysemityzm. Oczywiście, zmienia się to po oglądnięciu dzieła, jeśli człowiek jest na tyle przytomny. Przypomina mi to zachowanie posłów Ligi Polskich Rodzin podczas pikiet związanych z inną "Pasją", tym razem dziełem Nieznalskiej, za które swoją drogą autorka w demokratycznym państwie prawa została skazana. Zaczęli oni domagać się przeprosin po zamknięciu wystawy z tym dziełem w roli głównej, nie widząc (pewnie do dziś) dzieła autorki. Innymi słowy chcę powiedzieć, że za dużo ludzi mówi o "Pasji" Gibsona jako o filmie nawołującym do nienawiści do Żydów, nie widząc samego filmu, w którym tak wielce są uczeni. Z drugiej strony potrafię świetnie zrozumieć rozgoryczenie Żydów (szczególnie w Ameryce - przypominacie sobie może "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall i wypowiedzi Edelmana?) - nie każdy lubi oglądać złe, acz potwierdzone historycznie uczynki swych przodków (choćby Jedwabne, który Polak nie był zszokowany?). Poza tym w filmie, o ile dobrze naliczyłem będąc dwa razy na projekcji, pada bodaj trzy razy słowo "Żyd", w odniesieniu do Jezusa, do Szymona i gdzieś jeszcze, już nie pomnę w którym momencie. Ani razy w stosunku do rady Kajfasza.

Za nas tak cierpi

Może to błahy argument, ale są i inne - Szymon pomaga Jezusowi nieść krzyż, nawet protestuje (z braku innego słowa muszę napisać "protestuje") przeciwko jego biciu. Żydówka obciera twarz Chrystusa i podaje mu kubek wody. Rzymianie zaś poniżają Syna Bożego, biją go i poniewierają nim. Chcę powiedzieć, że w każdej nacji przedstawionej w filmie są źli i dobrzy, więc czemu Rzymianie (lub Włosi) nie protestują przeciwko ukazaniu fałszywego obrazu śmierci Boga? I trzeci wreszcie z tych najbardziej podnoszonych do dyskusji argumentów na nie - nadmierna brutalność. Tutaj moje zdanie jest zupełnie elastyczne, sądzę, że Gibson musiał użyć tak drastycznych środków, by w końcu otworzyć nasze otępiałe głowy (co mu się udało), jednak dla kogoś istotnie może to być obraz nazbyt przepełniony krwią.
Film wcale nie ma polegać na zabawie, nie takie było jego założenie - my mamy wyjść z kina jakby to nas krzyżowano, jakbyśmy to my skazali tego człowieka na tak wielkie cierpienie.

FILM
Skazaliśmy Chrystusa na cierpienie, wiedzieliśmy, że cierpiał, jednak jakby do nas to nie dotarło. Za dużo czasu minęło od ukrzyżowania. "Pasja" przypomina nam nie tylko o wydarzeniu, ale uzmysławia nam jego realność. Śmierć Chrystusa to nie była majówka, a oglądanie jej w kinie, jeszcze w tak sugestywnych obrazach, staje się dla każdego cierpieniem, bólem - często słyszymy opnie, że chciałoby się już w połowie filmu wyjść. Nie z powodu jego kiczowatości (taki zarzut, choć według mnie błędny, stawia się temu dziełu), ale z powodu wielkiego znużenia, skargi duszy, która każe nam oglądać coś, do czego sami doprowadziliśmy. Zaraz po wyjściu pierwszy raz z kina pomyślałem, że 30 lat katechez czy kazań nie podziałało by tak na moją wiarę jak film Gibsona - i nadal tak sądzę. W ogóle zaraz po obejrzeniu "Pasji" przez kilka dni musiałem niejako trawić ten obraz. Musiałem pójść raz drugi, by znaleźć kilka typowo filmowych błędów. Bowiem trzeba pamiętać, że film ma otwierać oczy, ale to nadal film. Nie wolno nam wprowadzać kultu filmu, jak wielu zdaje się robić.

Maria, matka Jezusa

Uderzyła mnie na przykład scena, w której Jezus depcze węża na znak pokonania kuszeń szatańskich - nazbyt patetyczna scena jak na taki film, jednak Gibson dał nam wiele przykładów w "Walecznym sercu" takich napompowanych patosem, a śmiesznych scen. Jeżeli chodzi o wizualność, w konstrukcję, to cała produkcja została pomyślana tak, by łączyć się w całość. Świetne zdjęcia, choć pełne bólu; muzyka wzmagająca doznania. Nie będę się rozpisywał o efektach specjalnych, gdyż zagrały one dużą, ale jakże ważną rolę. Cieszy mnie, że autorzy tychże nie wpadli w megalomanię własnych umiejętności, nie pisząc o niechlubnym przypadków nowych Gwiezdnych Wojen, które wyglądają wręcz żałośnie. Nie chcę porównywać obu filmów, Broń Boże - po prostu stawiam plusa za realność tych scen, kiedy Jezus jest biczowany. Z drugiej zaś strony ciężko mi uwierzyć, że ktoś po takich katuszach ma siłę nie tylko wstać, ale żyć w ogóle - jednako retoryka została pomyślana tak, by szokować.
Możemy popatrzeć zawsze na film z pozycji cynika - ludzie płaczą na projekcji ponad dwugodzinnego filmu o krzyżowaniu człowieka. Bo w gruncie rzeczy film nie mówi o niczym innym. A jednak... Na pewno szokuje, na pewno daje wiele do myślenia - to drugi film po "Ostatnim kuszeniu Chrystusa", w którym Jezus naprawdę jest człowiekiem, naprawdę cierpi, a nie idzie na śmierć jak owca, zupełnie zadowolony z roli, jaka przypadła mu w udziale do zagrania na tym padole łez i cierpienia.

Reminiscencje

I to jest duży plus filmu, przynajmniej dla ludzi młodych, którzy nie mają ochoty słuchać fałszywych i nudnych historyjek, jakie starają się wcisnąć im kapłani, którzy najwyraźniej minęli się z powołaniem.
W kilku słowach podsumowania należy tylko skrócić to, co napisałem powyżej – że Pasja to film, który wykracza poza dotychczas znane ramy filmowe, produkcja, która jak żadna inna poruszyła moją duszę (jeśli coś takiego istnieje), czyli spełniła rolę, jaką sztuką ma spełniać (o czym w naszych czasach za często się zapomina, patrz niektóre elementy modernizmu, gdzie sztuka jest tylko walorem estetycznym). Jednak Gibson nakręcił film, o czym też zapominać nie wolno, film o cierpieniu człowieka, którego, jak pisze Zanussi, każdy z nas zabił – zapewne dlatego też film bierzemy tak bardzo do siebie. “Pasja” to film, który trzeba zobaczyć.


Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   61